Nowy szablonik, jak widzicie! Kurcze tak się cieszę! Dziękuję Ci Kasiu :* Dedykuję tę notkę Tobie :*
Zapraszam do czytania :*
* * * * * * *
Lily spojrzała w lustro. Ręce oparła na zimnej umywalce, a włosy zarzuciła do tyłu. Widoczne wory pod oczami wyraźnie mówiły, że Gryfonka nie miała udanej nocy. Delikatnie odkręciła kurek i nabrała wody w dłonie. Mocno opłukała twarz i westchnęła głęboko. O co mogło chodzić w tym śnie? Zawsze wiedziała, że wróżbiarstwo jest mocno naciągane, ale ten sen był tak rzeczywisty... tak prawdziwy... Chociaż niewyraźny, zamglony. Właściwie bardziej słyszała niż widziała swój sen. Tylko co by to mogło być? Deja vu? Nie... Nic takiego nie pamięta...
Nie pamięta...
Właśnie!
Bo czego nie pamięta ze swojego życia?
Tego, jak to się stało, że kilka tygodni temu dostała się do szpitala.
A jeśli to właśnie o to chodzi...?
”Potter...”
Tak... To on zawsze był powodem jej przykrości... Od pierwszego dnia w szkole, aż do teraz.
Ale trzeba przyznać, że ostatnio był miły...
To dlaczego miałby być powodem jej wymuszonej wizyty w skrzydle szpitalnym?
Lily złapała się za głowę, zaciskając powieki. Przez całą noc tylko myślała nad snem, ani na chwilę nie oddając się w objęcia Morfeuszowi. Bolała ją głowa, cały umysł wzbraniał się przed kolejnymi hipotezami. A tych było tak wiele!
Przeczesała palcami włosy, kręcąc głową.
O nie!
Dosyć!
Mam już tego dość!
Wszystko, wszystko złe, od samej pierwszej klasy, wszystko złe łączyło się z Potterem!
Co z tego, że sprawiał pozory dojrzalszego? Bo jak inaczej wytłumaczyć ten dziwny sen? Bo przecież Lily wiedziała, że to nie był zwykły sen. Kryła się za nim jakaś prawda, wszystko było aż nadto wyraźne... Zbyt prawdziwe, zbyt prawdopodobne jak na zwykły, pełen niedorzeczności sen. Więc...?
Znowu Potter! Cholera!
* * * * *
Jacklyn szukała pod łóżkiem swojego futerału na okulary. Nudziła się, postanowiła więc pozbierać kilka rzeczy i powrzucać je do kufra wcześniej. Jessica poszła na spacer z pozostałymi lokatorkami, które, chociaż milsze i chętniejsze już do rozmowy, nie były pokrewnymi duszami Puchonki. Odmówiła zatem spaceru, wiedząc, że rozmowy, jak zaczną się od chłopaków, tak na nich się skończą. Dziewczyna podeszła do okna i westchnęła leciutko. Tam na dole musiała trwać jakaś bitwa, wszyscy ganiali po błoniach jak szaleni. Leciutki uśmiech zabłąkał się na jej twarzy. Po chwili zniknął.
Bolało.
Tak delikatnie, tak niezauważalnie... ale zakłuło.
Odwróciła wzrok. Tak dobrze jej szło. Prawie nie zwracała na niego uwagi, ale jednak teraz, jak go zobaczyła, leżącego w zaspie, rozczuliła się mimowolnie. Przypomniała sobie ich rozmowy. Krótkie, zawsze dziwnie kończone, bo nigdy go do końca nie rozumiała. Ale przecież właśnie za to go... Nie... Ona go przecież nie kochała. Właśnie za to darzyła go większą sympatią niż innych. Peter Pettigriew. Wyjątkowy, bo inny. Tajemniczy i nieodgadniony. Nawet przez nią. Bo przecież się wzbraniał, bo przecież nie chciał. Nie otworzył przed nią drogi do swojego ‘ja’. Stracił szansę, stracił ją. Może nawet jej nie chciał. Nieważne.
Bo to koniec.
Westchnęła cicho. Wstała, uśmiechnęła się, w końcu tyle miłych rzeczy ja spotkało! Po co się smucić? Podniosła leżące na ziemi książki. Po chwili, zagłębiona w lekturze, leżała wygodnie na łóżku.
* * * * *
Śmiali się i dowcipkowali. Lily, stojąc w drzwiach schodów, prowadzących do dziewczęcych dormitoriów, patrzyła na swoich przyjaciół. Uśmiechnęła się i momentalnie nastrój się jej poprawił. Ale nie, musi jedną ważną sprawę wyjaśnić. Przypomniała sobie ostatnią noc. Zdecydowanym krokiem ruszyła do ich stolika.
- O Lilka! Jak dobrze, że przyszłaś! Mam ci coś bardzo ciekawego do opowiedzenia.
- Tak jakby mnie interesowało to, co uważasz za ciekawe... – odparła lodowatym głosem.
- Oo... Ruda źle spała – stwierdził Black z uśmiechem, który zaraz zniknął, gdy tylko spojrzała na niego.
Huncwoci popatrzyli na siebie, dziewczyny wpatrywały się w Lily, nikt nie wiedział, co się stało. Zdezorientowani popatrzyli na Jamesa – może znowu z czymś przesadził?
- Słuchaj, wiem, że kobiety miewają czasem napady złego humoru, ale jeśli to nas nie dotyczy, to proszę, nie psuj nam dnia. – powiedział ostrożnie James. – Chyba, że chciałabyś pogadać o tym... Ale to myślę, że lepiej by było, gdybyś zmieniła ton, dobra?
- Nie, dobra, pieprzony idioto! Najpierw mi powiedz, czy pamiętasz może moją ostatnią wizytę w Skrzydle Szpitalnym?
- Pamiętam – odpowiedział.
- Och, to dobrze. Wiesz, myślałam, że jak ci zadam to pytanie, to udasz, że nic nie pamiętasz – rzuciła sarkastycznie zielonooka.
- Powiesz mi, o co ci chodzi, czy będziesz się tak nade mną pastwić? – spytał Potter, trochę wzburzony jej oskarżającym tonem.
- Powiem ci, powiem. Nie wiem, co się wtedy działo, i dlaczego tam trafiłam, ale wiem jedno – to się stało znowu z twojej winy! I mam już dość twoich numerów, wiesz? Jedno ci powiem, następnym razem, jak rzucisz na mnie zaklęcie zapomnienia, zrób to dokładniej! Nie chciałabym kolejny raz budzić się, mając twoją wredną twarz przed oczami! – Lily miała już prawie łzy w oczach. Odwróciła się na pięcie i chciała pobiec, ale James złapał ją na nadgarstek.
- Lily, spójrz na mnie! O co ci chodzi!? Pamiętam, że w noc, kiedy trafiłaś do Skrzydła Szpitalnego, chciałem trochę podręczyć Filcha. Nawet on ci potwierdzi, że ktoś go wtedy porządnie wkurzył. Tylko, że on nie będzie wiedział kto – Potter wyszczerzył zęby do Huncwotów.
Ann jęknęła w duchu. Chyba James nie wyczuł, że nie pora na żarty.
- Przestań! Mam ci znowu uwierzyć!? Koniec, okres ulgowy się skończył, musiałeś wiedzieć, że w końcu wyczerpiesz moją cierpliwość! Nie mogę tylko zrozumieć, jak mogłeś zrobić coś takiego, jak już powoli zaczynaliśmy się przyjaźnić.
Dziewczyny spojrzały na siebie pytająco i jednocześnie wzruszyły ramionami. Peter wytrzeszczał na parę oczy, mrugając co chwila, jakby z niedowierzania.
- Ale co ja takiego zrobiłem? Powiedz mi co, bo może mi też wymazano pamięć?
"Duży błąd" - stwierdził w myślach Black.
- Bardzo śmieszne, Potter! – Lily przełykała łzy, a mimo to mówiła szyderczym tonem. – Skończ z tymi kłamstwami, dobra? Bo mam już dość twojej gadki! Po prostu mi powiedz, co się wtedy działo! Za dużo oczekuję?
Gryfonka w końcu się rozpłakała. Łzy na policzkach migotały w świetle ognia z kominka. Odwróciła się na pięcie i pobiegła do dormitorium, pozostawiając osłupiałego Jamesa na samym środku Pokoju Wspólnego. Wszyscy milczeli, wpatrzeni w Rogacza, który bez słowa skierował się do swojego dormitorium.
”Jakie to dziwne, że najczęściej powodem kłótni są zwykłe nieporozumienia! Dlaczego nie wyjaśnić? No tak... Bo to przecież zbyteczne... A szkoda...”
* * * * *
Kiedy życie stawia przed nami komplikacje, ciężko jest znaleźć odpowiednie rozwiązanie. Pytania bez odpowiedzi roją się w głowie, męcząc i pozbawiając sił. A najgorsze jest to, że nie można przestać o nich myśleć. A kiedy już to się uda, po długim czasie, nagle w dziwny i nieodgadniony sposób ukazuje się całkiem logiczne rozwiązanie tej sytuacji. Nikt nie mówi wtedy: „Może to jednak nie to? Może to pułapka, przez los zastawiona?” Desperacja, ot co. To ona sprawia, że ludzie w takich sytuacjach przestają myśleć logicznie. To ona podpowiada im, by nawet najbardziej absurdalne rozwiązania brali całkiem poważnie. To jak zaraza – wszędzie dotrze.
Ktokolwiek, słysząc takie słowa, czuje się wyższy, niech przystopuje i spojrzy na życie z dystansu. Nikt, kto nie przeżył podobnych sytuacji, nie wierzy w prawdę tych słów. No tak, każdy myśli, że chociaż wszyscy sobie nie radzą z presją, on sobie poradzi. Nic bardziej mylnego. Istota człowieka tak bowiem działa.
* * * * * * *
O, już święta?
Śnieg tak pięknie za oknem prószy.
Choinkowe lampki dodają blasku tej nocy.
Tak pięknie...
Brak słów...
Pod obrusem gdzieś sianko położyłam....
Prezentów już stos...
A nikogo nie ma.
Gdzie się wszyscy podziali?
Co się stało?
Ach no tak
Z uśmiechem na twarzy...
Śpiewają kolędy
I składają życzenia...
Czyż to nie piękne?
Sami powiedzcie....
Tak, to są właśnie święta...*
Brak mi już weny na napisanie czegokolwiek, godnego przeczytania... Wybaczcie, że notka nie w święta, ale jak najbardziej z ich okazji. A to wszystko dlatego, że dziś wieczorem już koniecznie musimy sformatować komputer. Muszę go 11 razy włączać, żeby mi się w końcu uruchomił. No widzicie – mam strasznie dziwny nastrój. Może dlatego, że święta idą! Bo zamiast wam życzenia składać, rozwodzę się nad tym, czemu notki nie będzie w Wigilię! Bo tak planowałam.
Notka mi się podoba, oceńcie jednak sami. Mam nadzieję, że przypadnie wam do gustu!
Wesołych Świat, kochani!
Życzeń pewnie już wszyscy słyszeliście mnóstwo,
myślę, że powinnam Wam życzyć tylko jednego:
Chciałabym, aby spełniły się Wasze marzenia!
Ale nie wszystkie, o nie!
Bo czym byłoby życie bez marzeń?
Czasem lepiej jest tylko o czymś marzyć,
Niż to mieć...
Życzę Wam też, by magia świat zawirowała w Waszych głowach,
byście przeżyli najwspanialsze chwile
i by uśmiech nigdy nie opuszczał Waszych twarzy!
Agnieszka :*:*
*Wiersz, wzięty ze strony http://www.wiersze.bej.pl/?tematyka=15. To z braku sił na tworzenie własnego...