Notka długa :) Nie wiem, czy to cieszy, czy martwi, czy nudzi czy coś jeszcze innego, ale nie można było tego krócej zrobić. Rekordów długości to ona nie bije, miewałam już dłuższe, ale ostatnio obstawiam za krótszymi :)
Na pierwszy fragment proszę i zachęcam, byście włączyli piosenkę Miley Cyrus/Hannah Montana – I miss you.
* * * * * * *
Znów to samo. Znów paliło ją w środku. Osamotnienie. Czuła się taka samotna, taka niechciana, jakby jej obecność na tym świecie była zbyteczna. Ale nie płakała. W życiu płakała tylko raz – właśnie wtedy, kiedy zginęła jej matka. Teraz tylko jej oczy błyszczały jak gwiazdy. Nie, nie nadzieją. Ona już wątpiła w nadzieję. Bo przecież nigdy nic dobrego nie przyniosła. Tylko rozczarowanie, smutek, ból... I tę tęsknotę. Palącą tęsknotę, której nie można ugasić zwykłymi odwiedzinami. Nie można, bo jedyny sposób, jaki by na to pozwolił jest poza zasięgiem jej rąk. Niedostępny, zabroniony. To matka tego nie chciała. A czasem tak ciężko było jej posłuchać! Bo wszystko byłoby wtedy łatwiejsze! Może wtedy tę pustkę w sercu, ogromną, smutną pustkę, mogłaby czymś wypełnić, nawet własną krwią. Czymkolwiek.
Ale matka jej zabroniła. Powiedziała jej to wyraźnie. Odwiedziła ją. A po tych odwiedzinach wszystko było takie proste! Wiedziała dokładnie, co ma robić. Ale teraz? Teraz już nie wiedziała nic. Czuła tylko pustkę, jakby ktoś zburzył jej układankę życia i nie pozwolił jej naprawić. Bo wziął jej część, dużą część i spalił. Spalił w ogniu wieczności, pozostawiając na planszy życia pustkę, której nie dało się niczym wypełnić. Pulsowała, jak serduszko, wieczną tęsknotą. Ale pewnie matka była szczęśliwa. O tyle szczęśliwsza od córki, że mogła na nią patrzeć z góry.
„Zawsze będę przy Tobie...”
Bzdura! Nie czuję jej obecności, a przecież powinnam ją czuć, nie?
Wciąż tak bardzo za nią tęsknię...
Zachód słońca pozostawił na horyzoncie różową smugę. Była jak płaszcz, które nosiło słońce. Symbolizowała... chyba nadzieję. Mówiła, że jeszcze wróci. Dawała chwilowe poczucie szczęścia i na długo pozostawała w sercu. Wiatr nie miał do niej dostępu, jakkolwiek mocno duł, nigdy nie zdołał nawet drgnąć nadzieją. Bo ona nie przemija. Jest i zawsze będzie. Tylko my ją przestajemy zauważać. Po zachodzie słońca widzimy tylko czerń, pustkę. Tacy oto jesteśmy w obliczu cierpienia. Ślepniemy, jak starcy.
Sam siedziała na murku w sowiarni. Na tym murku, z którego w świat startują wszystkie tutejsze sowy. Pod nogami miała krótką podłogę z kamienia, która zaraz potem się kończyła. Dziewczyna gładziła ręką ciepłe jeszcze od słońca dachówki. Była niemal na samym szczycie Hogwartu. Przychodziła tu dosyć często ostatnimi czasy. Tutaj najlepiej jej się myślało. Tutaj mogła spokojnie pozbierać myśli, popatrzeć w wszechwiedzące niebo i zapytać, jak się ma mama. Tylko tutaj czuła, że może mama jej nie opuściła. Ale wciąż tęskniła, tak bardzo tęskniła...
Patrząc w mały, półkolisty księżyc, jaśniejący na ciemnym niebie, zanuciła melodię, którą już dawno skrywała w sercu.
Sha la la la la...
Mówiłaś, że świat jest piękny
Aniołku mój, wciąż kocham cię
Dawałaś poczucie szczęścia
W twym sercu odnalazłam się
Trzymałaś rękę mą w zwątpieniu
Gotowa byłaś zawsze pomóc mi.
Wciąż tęsknię
Wciąż czuję żal
Pamiętam uśmiech Twój
Powracałaś do mnie w snach
Jaśniałaś na mym niebie wciąż
Najjaśniejszo z gwiazd
Me serce rwie się wciąż
Lgnie do Twych czułych rąk
Wciąż tęsknię Sha la la la la
Tęsknię...*
* * * * *
Pamiętasz...?
Pamiętam...
No właśnie... To teraz zapomnij!
I bardzo dobrze! Nie będę żałować...
Uśmiechał się... Miał uśmiech, przeznaczony tylko dla ciebie...
Irytujący. Zawsze mnie denerwował.
To był jego sposób. A ty to zepsułaś.
Pamiętasz...?
Pamiętam wszystko...
To przypomnij sobie jego idiotyczne żarty na Severusie Snape’ie...
Nie idiotyczne... Śmieszne.
Taa... Ubawiłam się po pachy...
Taki właśnie jest. Szkoda, że nie umiesz tego docenić...
Pamiętasz...?
Nie chcę pamiętać...
Dlaczego?
Bo to, bez żadnej przyczyny, żadnego konkretnego powodu... boli...
Boli... Serce?
Chyba śnisz!
Ja widzę...
To ściągnij różowe okulary! On mnie oszukał!
Lily wzdrygnęła się. Gdzieś w oddali słyszała głos przyjaciółki.
- Lily! Jesteś w łazience?
Zacisnęła powieki. Chwila, chwileczka... Potrząsnęła głową.
- Tak – odpowiedziała delikatnie.
Cisza. Zielonooka wzięła wody w ręce i ochlapała twarz.
- Lily – Ann szepnęła lekko zaniepokojonym głosem. Jej głos zaledwie dochodził do uszu zielonookiej, Evans czuła, jak przyjaciółka stoi tuż przy drzwiach. – Lily, czy wszystko jest w porządku?
Na usta cisnęły się słowa potwierdzenia. Ale przecież...
Lily wzięła do ręki podręczne lusterko i osunęła się na zimne kafelki. Plecy oparła o białe drzwi łazienki i westchnęła cicho. Usłyszała, jak po drugiej stronie Ann czyni podobnie.
Milczały. Siedziały po obu stronach łazienkowych drzwi i niemal czuły swoje rytmicznie unoszoną klatki piersiowe, gdy spokojnie oddychały.
Cisza. A przecież nie tak trudno rozpocząć rozmowę! Tylko ta rozmowa stanowiła większe wyzwanie. Była trudniejsza.
Lily spojrzała na swoje odbicie w lusterku. Zielone oczy błyszczały smutno, rude włosy opadały ciężko i jakby bezsilnie na ramiona. Brak makijażu nigdy Lilce nie przeszkadzał, ale wiedziała, że w takich sytuacjach podkład byłby najlepszym wyjściem z sytuacji. Oczy były zagubione, całe ciało zdawało się emanować tą bezsilnością, jaka ją ogarnęła. Lily wzięła głęboki oddech. Czuła, że musi rozpocząć, wyjaśnić... Niejako usprawiedliwić się. Bo chociaż nie wiedziała dlaczego, to czuła, że musi wytłumaczyć, powiedzieć, jak to jest. By ktoś, ktokolwiek... by ją zrozumiał.
- To... to dużo trudniejsze niż myślałam...
Ann milczała. Lily zrozumiała, że teraz musi wyjaśnić, że to do niej należy pokierowanie tej rozmowy.
”Wymyka się spod kontroli... Obezwładnia i nie pozwala ogarnąć tego, nawet rozumem, nawet w świadomości. O ułożeniu tego w głowie mowy nawet nie ma. Nie teraz... Za wcześnie... „
- Nie potrafię tego objąć rozumem... Najpierw jest kretynem, podrywa w najbardziej żałosny sposób i może trochę zabawny ale denerwujący. Potem robi się znośny, nawet więcej, zaczęłam go lubić. A potem... potem się wali. Tak po prostu, jakby za pomocą własnych pięści zburzył mur tej naszej ‘przyjaźni’. Cienki był... Ale przecież z początku go wzmacniał. Po co? Żeby mieć większą przyjemność z bulenia? Żeby bardziej bolało?
- Ale co się stało? A może to wszystko jest jedną wielką pomyłką? Skąd masz pewność, że to on zawinił? – Ann zasypała ją pytaniami. Mówiła jednak spokojnym głosem, pobudzając Lily do zwierzeń.
Popłynęła historia, jak potoczek w górach, stały, choć nierówny. Tu biegł szybciej, tam wolniej, raz zwalniał przy jakiejś przeszkodzie. Minął skałę proroczego snu, złośliwe nierówności, później refleksyjne pagórki i w końcu dotarł. Dotarł do tamy, do tamy częściowego zrozumienia. Nie do ujścia, tam było jeszcze daleko.
- Czyli, nie obraź się Lily, ale nie miałaś żadnych podstaw by stwierdzić, że to on jest tego wszystkiego przyczyną – zauważyła ostrożnie Ann.
- Co? Przecież ci mówiłam, ten sen nie był zwykły!
- Nie... Spokojnie. To rozumiem. Ale z tego co zrozumiałam, to ktoś w tym śnie ci powiedział, że to James jest temu winny...
Cisza. Chwila namysłu.
- Nie... Ten ktoś ci nawet tego nie powiedział... Podał tylko nazwisko... Nie mówił, że to on jest winny...
- Przestań! – żachnęła się Evans. – Przecież to oczywiste!
- Zastanów się... Tak na spokojnie... Przypomnij sobie jego słowa. Czy były najważniejsze w rozmowie? Jeśli śniła ci się ta chwila, której nie pamiętałaś, a której, jak twierdzisz przyczyną był James, to pomyśl, dlaczego go tam nie było. Dlaczego to nie on ci się przyśnił, tylko jakiś chłopak, co o nim opowiada? Może to wszystko nie tak, jak myślisz?
Znów zamilkła. Czekała na jakąś reakcję. Słyszała jak Lily zmienia pozycję. Po chwili klamka się poruszyła. Zaskoczona Ann powoli wstała, patrząc jak przyjaciółka wychodzi w łazienki. Uśmiechnęła się pokrzepiająco i przytuliła ją ciepło.
- Wiesz? – uśmiechnęła się Evans. – Jesteś moją najlepszą przyjaciółką. Na nikogo bym cię nie zamieniła...
- Przesadzasz – Lily dostała kuksańca w bok.
- Muszę tylko wszystko przemyśleć. Dobrze, że niedługo święta...
* * * * *
„Trzy razy wzdłuż...”
Wzdłuż? Ale czego? Wzdłuż czego? No i co: wzdłuż? Może przechodzić wzdłuż? To bez sensu. To jak: „Sezamie, otwórz się!”. Przejdą trzy razy i tajne drzwi się otworzą? To żałosne! Bo w takim razie powinny się często otwierać... No i wzdłuż czego?
”Jedna myśl...”
Myślą o jednym a i tak nic do głowy nie przychodzi. Jedna myśl... Jaka!? Obojętnie? Jeszcze głupsze, niż poprzedni wers! Myśleć tylko o jednym... Może o... a kto to tam wie!?
”Siedem wzwyż...”
No pewnie! Znając rodziców Jamesa można przypuszczać, że trzeba siedem razy skoczyć, żeby rozwiązać tę zagadkę...
Glizdogon poruszył się niespokojnie, jakby szykował się do skoku. Huncwoci wybuchli śmiechem. Siedzieli w Pokoju Wspólnym, przy jednym z okrągłych stolików, tym najmniejszym, w samym rogu pokoju, tak, by nikomu nie przyszło na myśl przysiąść się do nich.
Siedem wzwyż... tajemnica...”
- Och, dzięki za informacje! Bo my nie mieliśmy pojęcia, że to jakaś tajemnica! – powiedział sarkastycznie Potter.
Lunatyk pokręcił głową.
Tajemnica. To wiadomość, o której nikt nie powinien wiedzieć... To wiadomość, której ktoś strzeże, o której ten ktoś wie... No pewnie, ale kto?
Ściana wszerz...
- No, to już coś wiemy! To coś, ta ‘tajemnica’ ma być wszerz ściany! Dzięki za podpowiedź! – wybuchnął Syriusz.
- Spokojnie... A wiedziałeś wcześniej, że to coś ma być na ścianie?
Syriusz zamilknął.
- Dobra, a to? – odezwał się Peter. „Sąsiad troll...” Ile jest trolli w zamku? No i który ma domek, żeby był czyimś sąsiadem?
James pacnął go lekko w tył głowy.
- Nie rozumiesz? To podpowiedź!
Syriuszowi zabłysły oczy. Spojrzał na Jamesa i wiedział, że myślą o tym samym.
- Ile jest obrazów albo rzeźb trolli w szkole? – zapytali jednocześnie.
Lupin spojrzał na nich, wytrzeszczając oczy. To całkiem logiczne.
- Siedem.
- Aaa! – wrzasnął Peter.
- Cicho, to tylko ja! – uśmiechnęła się Ann, siadając na brzegu brązowej, skórzanej kanapy.
Spojrzała na ich twarze i zaśmiała się głośno.
- Ale się przestraszyliście!
James delikatnie zgniótł list, leżący na stole i schował go do kieszeni. Wymienił z Syriuszem porozumiewawcze spojrzenie.
Ann spoważniała.
- No więc?
- Co, no więc? – spytał Peter.
- No więc po co wam wiedzieć, ile jest rzeźb lub obrazów trolli w szkole? – spytała spokojnie.
- Ale... co? – wyjąkał Potter.
- Przed chwilą oto pytałeś i już zapomniałeś po co? – zdziwiła się Ann.
- Po prostu – odezwał się powoli Lupin – chcemy przed świętami coś zrobić i potrzebna nam jest ta wiadomość...
Ann zamarła.
- Chcecie zrobić kawał?
- Nie... – zaczął Peter, ale szybko mu przerwał Black.
- Przejrzałaś nas na wylot – wyszczerzył nie niej zęby.
Ona jednak nie odwzajemniła uśmiechu, tylko spojrzała na Jamesa.
- Przecież wiesz, jak Lily reaguje na takie żarty. Chcesz jeszcze bardziej wszystko zepsuć?
- Nie, Ann. – odpowiedział poważnie. – Ale nie zamierzam znosić jej dziwnych humorów, które ma zupełnie bez powodu! Nie obraź się, ale nawet jeśli ma te wasze... napięcie przedmiesiączkowe, to chyba powinno jej to już przejść, co? No i powiedz, czy nie próbowałem z nią porozmawiać? Bo przepraszać jej nie będę. Daj spokój, gdybym chociaż wiedział za co...
Ann schyliła głowę.
- Trochę cię to męczy, prawda?
James milczał, jak zresztą i inni. Siedzieli chwilę w ciszy, każdy myśląc o sytuacji sprzed kilku dni, kiedy Lily pokłóciła się z Jamesem. Albo raczej ona zaczęła go obwiniać o jakieś dziwne sny, z czego nikt nic nie zrozumiał.
- Bo widzisz... – zaczęła cicho Lorens. - Ona jest w szoku. Już zapomniała, że było w jej życiu coś niemiłego, o czym nie chciała myśleć, a tu nagle w śnie ktoś jej mówi, że to ty byłeś tego przyczyną. Ona potrzebuje czasu. Jest zagubiona, musi to wszystko przemyśleć. Zobaczysz, za tydzień sama cię przeprosi.
- Nie wiem, czy będę chciał tego słuchać – odparł James.
Chwilę panowała cisza.
- Jesteście już spakowani? – spytała raźnie Lorens. - Za kilka godzin wyjeżdżamy.
- Ech... – westchnęli chłopcy. – Jeszcze nie...
- Skąd ja to wiedziałam? – Ann przewróciła oczami i wstała. – No, ja już pójdę. Dziewczyny chciały jeszcze pogadać. To... Do zobaczenia w pociągu!
Pomachała im o ruszyła do dormitorium.
- Ann... – zawołał ją Remus.
- Tak? – spytała, odwracając się do nich.
- Jak myślisz, co mogłyby znaczyć słowa: „siedem wzwyż...”?
Ann pomyślała chwilkę.
- Może piętra? - zasugerowała, odwracając się z powrotem.
Klucząc pomiędzy stolikami skierowała się do dormitorium.
- No pewnie! Że też wcześniej o tym nie pomyśleliśmy! – westchnął Lupin.
- „Sąsiad troll...” Tam jest ten cały obraz trolla! – szepnął Black.
- A obok... obok jest pusta ściana! „Ściana wszerz...” – zacytował James, wskazując palcem miejsce w tekście.
- I „...trzy razy wzdłuż...” Trzy razy wzdłuż tej ściany! – dopowiedział Lupin.
James z Blackiem przybili piątkę.
- Wszystko się zgadza! – dodał Peter niepewnie.
Chłopcy spojrzeli na niego, ale nic nie powiedzieli.
- No to chyba mamy jeszcze coś do załatwienia w szkole, zanim ją opuścimy! – stwierdził Black z szelmowskim uśmiechem.
* * * * * * *
* To jest moja polska wersja piosenki, którą wam podałam na początku. Posłuchajcie, zanućcie te słowa. Mi się podoba, może wam też się spodoba. Tekst jest w tym samym klimacie, co piosenka, ale nie jest to tłumaczenie, tylko moje słowa. Tak było dla mnie lepiej :)
Co do reszty notki – jest przeciętna. Chwilami mi się podoba, chwilami znów nie. Wystarczy jakieś nie takie słowo, nie takie zdanie, którego nijak nie potrafię zamienić.
Czekam na opinie. Dziękuję też Wam, że czytacie, bo były czasy, gdy miałam mnóstwo komentarzy na blogu, teraz ledwo do dziesięciu to sięga, ale zostali ci, którym moje notki się podobają, albo ci, którzy widzą we mnie jakąś nadzieję. Dzięki :*
I widzicie! Chciałam tą notką dojść do Świąt! A tu nici! Ale tłumaczę: stwierdziłam, że to hańba, by Huncwoci do Świąt nie rozwiązali tej zagadki. Wtedy musieliby się pytać rodziców o co chodziło, a to kompletnie by zniszczyło czar tej komnaty... Ale myślę, że nie jesteście źli :)
Za to w następnej notce może się dziać :) Będzie coś, co nie spodoba się fanom Lily i Jamesa jako pary. Przecież nie mogą mieć takiej sielanki, nie? ;p
Pozdrawiam serdecznie wszystkich i życzę udanych ferii tym, którzy je zaczynają lub dopiero zaczną. Ja już niestety mam je za sobą :/