„Jeśli boisz się sparzyć, nigdy się nie ogrzejesz…”
Miłość… jest doprawdy zadziwiająca. Zdumiewająca. Niesamowicie nieprzewidywalna, budząca tak wiele uczuć, emocji! W jednej chwili potrafi zawładnąć ciałem, umysłem. Bo nie tylko myśli są zajęte. Kiedy w brzuchu grasują znane chyba wszystkim motylki, zapominamy nawet o jedzeniu.
Przerażające, można by nawet pomyśleć.
Miłość to ognisko, buchające potężnymi płomieniami. Czego? Dobre pytanie. Szczęścia? Poczucia bezpieczeństwa? Radości? Spełnienia? Bólu…? Może odrzucenia… Może braku akceptacji siebie… Bo jeśli ktoś nas nie kocha… to przecież musi mieć powód.
To niesamowite, prawda? Z jednej strony tak skrajnie cudowne odczucia, do bólu pozytywne, a z drugiej tak silny wstrząs i zatracenie siebie, tak wiele niepewności, strachu. Ciosów w samo serce. Bo z tego dziwnego organku pochodzi miłość i tam właśnie potrafią uderzyć celnie Ci, których tak bardzo kochamy. Ależ to boli!
To wydaje się przecież nie do zniesienia. Są nawet przypadki, kiedy miłość zanosiła kochanków wyżej, bądź niżej, wedle ich wiary. Z pewnością w świat nieznany żyjącym. Ale zostawmy to, przyjmijmy, że miłość jest chorobą. Zwyciężają najsilniejsi. Jak zawsze niemal, nieprawdaż?
A przecież miłość powinna być dla wszystkich? Jakie prawa nią rządzą? I ile jest duplikatów, fałszywek, którym dajemy się zwieść. Uroda, popularność, bogactwo… Niby jak przed tym się ustrzec? Przez pryzmat tego dojrzeć sprawy najważniejsze?
Więc miłość jest jak… medal. Wiem, niezbyt to romantyczne porównanie. Z jednej strony to zdobycz, tak? Ale chodzi mi o jej dwustronność. Jest cudowna, w każdym calu idealna, sama w sobie. Sprawia malutkie problemy, czasem niełatwo ją nosić, czasem nam nie pasuje do ogólnego wyglądu, czasem wręcz przeszkadza, na przykład w pogoni za popularnością. Ale, powtórzę niestety, jest dwustronna. I to w zupełnie skrajny sposób. Efekty jej działań, jej wyboru… Potrafią boleć w najstraszniejszy sposób. Sprawić, że czujemy ciągły, nieprzerwany niemal ból, umysł nastawiony jest tylko na jedną myśl, krążącą wokół jednej osoby, jest wycieńczony i stale przypomina… o porażce. Bo czasem miłość skazuje nas na porażkę. Bolesną w skutkach, nieznośną.
Jest druga strona, a jakże. Ta wręcz promieniuje powodzeniem. Cudowną, szczęśliwą odsłoną tego pięknego uczucia. Spełnionego i niepowtarzalnego. Miłość szczęśliwa… Zdarza się, owszem.
Ale medal zawsze ma dwie strony. Jedna ogrzewa, druga parzy.
Jedna da cudowne ciepło i spełnienie, druga zada ból i skrzywdzi bardzo mocno.
Pięćdziesiąt na pięćdziesiąt.
Po równo, wybór należy do nas.
Ale odwiesić medal, by czekał nieruszany? Na co? On też wiecznie żyć nie będzie. Bez dotyku nie da się go pielęgnować, prawda?
„Jeśli boisz się sparzyć, nigdy się nie ogrzejesz…”
"Zostawić chcę po sobie ślad na wieki, być tego świadomą, gdy zamknę już powieki..."
Nastrój:
tagi: